sobota, 7 listopada 2015

Rozdział 16 part 2 - If today was your last day and tomorrow was too late Could you say goodbye to yesterday?

- Ross...- szepnęłam, a łza spłynęła mi po policzku.
-Chciałabym ci... tylko nie wiem jak...
Nie byłam już w szpitalu, siedziałam na polanie, a Ross leżał na moich kolanach. Byłam w tym miejscu, w którym spotkałam Josha.
- Przyznam ci się do czegoś- szepnęłam rozpinając skrzydła- Moja mama, ta prawdziwa, była aniołem, twoim aniołem.
- Ja wiedziałam o wszystkim Ross, Ja miałam cię zabić ale...
Rozpłakałam się na dobre.
  ~~~
- I jak Ezekielu ?- zabrzmiał głos władcy- Rosier zakończył żywot ?
- Astaroth spisał się na medal, najprawdopodobniej zyskamy kolejnego Cecidit Angelu*-Mefistofeles zatarł dłonie.
Nagle ciemną kopułę podziemnego królestwa rozjaśniło światło. Było tak jasne i wyraźne, że Upadli przymrużyli oczy.
- Wypowiadasz Mi wojnę, Upadły ?- zabrzmiał głos Najjaśniejszego.
- Proszę, proszę któż to zapuścił się w moje skromne progi ? - zaśmiał się obleśnie Mefisto- Nie siadaj, bo biel ubrudzisz.
- Trzymaj obślizgły jęzor za zębami, Ciemnoto- warknął stanowczo Najwyższy- A więc wojna.
Mefistofeles uśmiechnął się wrogo.
- Jednak nie wszystko jest ci wiadome.
Władca Nieba odwrócił się i spojrzał na Cecidit Angelus.
- Cóż nie jest mi wiadome, gnido ?
- Los Rosiera, mój Drogi.
- To legenda, Upadły, Strażnik Korundu nie istnieje- pokręcił głową.
- Mylisz się,  On jest w zasięgu mojej ciemnej dłoni- zaśmiał się w twarz Niebieskiemu- I Ty nic na to nie poradzisz.

 ~~~
Bezwładne ciało chłopaka spoczywało na moich kolanach.
- Przepraszam Ross- położyłam swoje czoło na jego- Kocham cię.
Zaczęłam cicho łkać, a moje skrzydła owinęły blondyna.
- Jakie mięciutkie, pasują ci - usłyszałam cichy szept.
Szybko się odsunęłam, wlepiając wzrok w jego twarz. Ross miał zamknięte oczy jednak uśmiechał się lekko, z kącika ust spływała jeszcze krew.
- Ross !- krzyknęłam i rzuciłam się mu na szyję.
Wtuliłam głowę w jego tors.
- Ja ciebie... też- wyszeptał obejmując mnie drżącymi ramionami.
- Ale przecież... Jak ?
Chłopak spojrzał obok, stała tam blondynka.  Była niewiele wyższa ode mnie, miała cudowne, czekoladowe oczy.
- Dzięki... siostra.
- Siostra ?! - złapałam się głowę- Ja z tobą pracowałam w...
-  Wiem, musiałam chronić brata w końcu... dzięki niemu tu jestem - uśmiechnęła się.
- Łza Anioła wyciągnęła mnie z otchłani, a przy okazji złapałem za rękę Rosie.
Pomogłam chłopakowi wstać. 
- I co teraz ?
- Tak jak na początku, siły Ciemności i Światła będą toczyć ze sobą walkę- zacisnął pięści- Ja muszę dopilnować, żeby wam się nic nie stało, a wy musicie pilnować mnie abym nie stanął po żadnej ze stron. 
- Dlaczego, chyba lepiej byś walczył z Aniołami...
- Wykluczone- pokręcił stanowczo głową- Musicie pamiętać, że mam w sobie tyle samo Upadłego co Archanioła.
 Blondynka pokiwała delikatnie głową. 
- Hej gołąbeczki - usłyszałam znajomy głos- Tęskniliści... ooo, z tą panią jeszcze przyjemności nie miałem.
- Josh ?!- krzyknęłam, a raczej pisnęłam przeraźliwie.
- Twój chłoptaś do żywych należy ?- skrzyżował dłonie- Miła niespodzianka.
Brunet zaczął się do nas zbliżać, każdy jego krok wydawał bezgłośny huk dudniący w mojej głowie.
- Zbliż się do nich, a odgryzę ci nogi i wystające z nich kości wsadzę w oczy- warknął Ross napinając mięśnie.
Stanął przed nami zasłaniając nas swoim ciałem, nagle zauważyłam coś dziwnego. Jego koszulka i bluza zaczęły mocniej opinać jego plecy... Dlaczego ?
- Nie zdołasz ich ochronić, dobrze o tym wiesz- zaśmiał się siarczyście- Chyba, że masz coś czym mnie zaskoczysz , to jak ?
- Żebyś się nie zdziwił- wycharczał Ross.




†††
Hejka mordeczki moje <3 Jesteście tu jeszcze ?  Przepraszam za nieobecność ale wiecie szkoła i sprawy prywatne, a do tego jeszcze mam teraz zapalenie oskrzeli -,-#
Zaskoczeni ? Rozdział pasuje ? <3 Do napisania :*







2 komentarze:

  1. Super rozdział :*
    Czekam na next ♡

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej kochana.
    Twój blog został nominowany do LBA.
    Więcej informacji tutaj:
    http://this-is-us-story-raura.blogspot.com/
    Pozdrawiam i miłego dnia.
    Destiny

    OdpowiedzUsuń