Hej kochani <3 Strasznie dawno nie było rozdziału :C Przepraszam, ale Mack ma wakacje i najchętniej to by tylko leżała ;D
Dobra, więc dowiecie się jak tak naprawdę "wyglądała" śmierć Ross'a, od tego rozdziału fabuła będzie się tylko rozkręcać :* A zatem ZAPRASZAM DO CZYTANIA <3
~Mack <33
~~~
Kilka miesięcy później ...
- Ejj Ross ? Śpisz ?- zapytałam wchodząc w środku nocy do jego pokoju.
- Hmm ?- przetarł oczy- Nie nie śpię.
- Posłuchaj, chciałam zapytać cię o coś ważnego.
- Dawaj prosto z mostu- uśmiechnął się.
- Jesteś spokrewniony z Lynchami z domu obok nas?
Chłopak zamilkł. Westchnął głęboko.
- Ross - złapałam go za rękę- Proszę powiedz.
- Nie uwierzyłabyś mi - popatrzył przez okno.
- A jednak zaryzykuję.
- Chodź to ci pokażę- powiedział smutno.
Zamówił taksówkę i pojechaliśmy. Ross przez całą drogę parzył w świat migający za oknem. Nie odezwał się ani słowem.
~~~
- Widzisz to drzewo ? - zapytał ze smutkiem, a jego oczy zaszkliły się.- Ross o co chodzi ?
- Poczekaj.
Złapał mnie za rękę i zamknął oczy. Wszystko zaczęło wirować. Gdy wróciło do normy, stałam obok tego drzewa razem z Ross'em.
Podjechał czarny samochód, wysiadło kilku umięśnionych kolesi i wyrzuciło z auta chłopca, blondyna, o tych samych oczach co Ross. To nie może być prawda...
- Związać mu ręce- powiedział jeden z nich- I obróćcie go tyłem do nas.
Chłopak płakał, ale nie walczył. Był cały posiniaczony, we krwi.
- Ross ?- spytałam przerażona.
Westchnął i zacisnął powieki.
Nagle obok (Ross'a) pojawiła się postać.
Była ubrana w długą czarną szatę. Podartą i starą oraz wypłowiałą. Stanęła obok.
- Nie bój się - szepnęła- Zaraz będzie dobrze.
- No mały szykuj się !- zaśmiał się złowieszczo- Wiesz ile kasy za cb dostaniemy
Uderzył go pistoletem w skroń. Chłopak zsunął sie na ziemię.
- Naprawdę tak było ?
- Nie wiem - wytrzeszczył oczy - Tego już nie pamiętam, nawet nie miałem pojęcia co się działo później.
- Sprawdź czy ma telefon- powiedział jeden i zaciągnął bezwładnego blondyna koło obok samochodu.
- Ma- wyciągnęli telefon i wybrali numer do Rydel.
~Ross gdzie ty się szlajasz ?
~ Kochana czy Ross to twój brat ? Jeśli tak chcemy duużo kasy za niego. Co najmniej 2000000$ jest tyle wart ? Na pewno więcej.
~ Gdzie jest Ross ?! - krzyknął Riker.
~Jeszcze żyje.
Włączył połączenie z kamerą i pokazał na niego.
~ O Matko- Delly była zrozpaczona.
~Okey mamy tylko połowę z tego może być ?
~No to kochani- naładował broń po raz kolejny- Nie wiem czy przeżyje.
~No to przyniesiemy całą drogą biżuterię, pasuje wam ?
~ Ma być równa suma !
Rozłączył się, nagle staliśmy w domu Lynchów.
- Rydel, Rossowi nic nie będzie ? - spytał zapłakany Ryland
- RyRy nie płacz- siostra usiadła obok brata- Ross na bank zaraz do nas wróci.
Po zbieraniu wszystkiego drogiego majątku pojechali na wskazane miejsce. Ellington nie pojechał z nimi, ale zadzwonił na policję. W momencie gdy przekażą pieniądze, dadzą mu znać i wtedy będzie HAPPY END.
~~~
- Łączna suma - powiedział stanowczym tonem jeden z porywaczy.
- Dokładnie 2300000$- Riker pokazał plik pieniędzy i woreczek biżuterii
- Świetnie - zatarł ręce- Podaj mi to już, a ty oddaj im blondyna.
Podał Riker'owi nieprzytomnego chłopca.
- Ratliff teraz !!
Wjechała policja...
~~~
- Posłuchajcie mnie- lekarz wyszedł z sali.
- O co chodzi doktorze - Rydel podeszła do niego.
- Chodzi o Ross'a musimy natychmiast operować, ale nie mamy zgody osoby pełnoletniej.
- Ja jestem pełnoletni- Rik pokazał dowód- Oraz zgadzam się a operację.
- Dobrze chodź ze mną podpiszesz zgodę, a wy możecie wejść do niego.
Wpadli jak spłoszone stado owiec.
Ross leżał sztywno na łóżku
- Ross proszę zostań ze mną ....
† † †


