sobota, 7 listopada 2015

Rozdział 16 part 2 - If today was your last day and tomorrow was too late Could you say goodbye to yesterday?

- Ross...- szepnęłam, a łza spłynęła mi po policzku.
-Chciałabym ci... tylko nie wiem jak...
Nie byłam już w szpitalu, siedziałam na polanie, a Ross leżał na moich kolanach. Byłam w tym miejscu, w którym spotkałam Josha.
- Przyznam ci się do czegoś- szepnęłam rozpinając skrzydła- Moja mama, ta prawdziwa, była aniołem, twoim aniołem.
- Ja wiedziałam o wszystkim Ross, Ja miałam cię zabić ale...
Rozpłakałam się na dobre.
  ~~~
- I jak Ezekielu ?- zabrzmiał głos władcy- Rosier zakończył żywot ?
- Astaroth spisał się na medal, najprawdopodobniej zyskamy kolejnego Cecidit Angelu*-Mefistofeles zatarł dłonie.
Nagle ciemną kopułę podziemnego królestwa rozjaśniło światło. Było tak jasne i wyraźne, że Upadli przymrużyli oczy.
- Wypowiadasz Mi wojnę, Upadły ?- zabrzmiał głos Najjaśniejszego.
- Proszę, proszę któż to zapuścił się w moje skromne progi ? - zaśmiał się obleśnie Mefisto- Nie siadaj, bo biel ubrudzisz.
- Trzymaj obślizgły jęzor za zębami, Ciemnoto- warknął stanowczo Najwyższy- A więc wojna.
Mefistofeles uśmiechnął się wrogo.
- Jednak nie wszystko jest ci wiadome.
Władca Nieba odwrócił się i spojrzał na Cecidit Angelus.
- Cóż nie jest mi wiadome, gnido ?
- Los Rosiera, mój Drogi.
- To legenda, Upadły, Strażnik Korundu nie istnieje- pokręcił głową.
- Mylisz się,  On jest w zasięgu mojej ciemnej dłoni- zaśmiał się w twarz Niebieskiemu- I Ty nic na to nie poradzisz.

 ~~~
Bezwładne ciało chłopaka spoczywało na moich kolanach.
- Przepraszam Ross- położyłam swoje czoło na jego- Kocham cię.
Zaczęłam cicho łkać, a moje skrzydła owinęły blondyna.
- Jakie mięciutkie, pasują ci - usłyszałam cichy szept.
Szybko się odsunęłam, wlepiając wzrok w jego twarz. Ross miał zamknięte oczy jednak uśmiechał się lekko, z kącika ust spływała jeszcze krew.
- Ross !- krzyknęłam i rzuciłam się mu na szyję.
Wtuliłam głowę w jego tors.
- Ja ciebie... też- wyszeptał obejmując mnie drżącymi ramionami.
- Ale przecież... Jak ?
Chłopak spojrzał obok, stała tam blondynka.  Była niewiele wyższa ode mnie, miała cudowne, czekoladowe oczy.
- Dzięki... siostra.
- Siostra ?! - złapałam się głowę- Ja z tobą pracowałam w...
-  Wiem, musiałam chronić brata w końcu... dzięki niemu tu jestem - uśmiechnęła się.
- Łza Anioła wyciągnęła mnie z otchłani, a przy okazji złapałem za rękę Rosie.
Pomogłam chłopakowi wstać. 
- I co teraz ?
- Tak jak na początku, siły Ciemności i Światła będą toczyć ze sobą walkę- zacisnął pięści- Ja muszę dopilnować, żeby wam się nic nie stało, a wy musicie pilnować mnie abym nie stanął po żadnej ze stron. 
- Dlaczego, chyba lepiej byś walczył z Aniołami...
- Wykluczone- pokręcił stanowczo głową- Musicie pamiętać, że mam w sobie tyle samo Upadłego co Archanioła.
 Blondynka pokiwała delikatnie głową. 
- Hej gołąbeczki - usłyszałam znajomy głos- Tęskniliści... ooo, z tą panią jeszcze przyjemności nie miałem.
- Josh ?!- krzyknęłam, a raczej pisnęłam przeraźliwie.
- Twój chłoptaś do żywych należy ?- skrzyżował dłonie- Miła niespodzianka.
Brunet zaczął się do nas zbliżać, każdy jego krok wydawał bezgłośny huk dudniący w mojej głowie.
- Zbliż się do nich, a odgryzę ci nogi i wystające z nich kości wsadzę w oczy- warknął Ross napinając mięśnie.
Stanął przed nami zasłaniając nas swoim ciałem, nagle zauważyłam coś dziwnego. Jego koszulka i bluza zaczęły mocniej opinać jego plecy... Dlaczego ?
- Nie zdołasz ich ochronić, dobrze o tym wiesz- zaśmiał się siarczyście- Chyba, że masz coś czym mnie zaskoczysz , to jak ?
- Żebyś się nie zdziwił- wycharczał Ross.




†††
Hejka mordeczki moje <3 Jesteście tu jeszcze ?  Przepraszam za nieobecność ale wiecie szkoła i sprawy prywatne, a do tego jeszcze mam teraz zapalenie oskrzeli -,-#
Zaskoczeni ? Rozdział pasuje ? <3 Do napisania :*







poniedziałek, 19 października 2015

Rozdział 16 part 1 - When your dreams all fail And the ones we hail Are the worst of all And the blood's run stale I wanna hide the truth I wanna shelter you But with the beast inside There's nowhere we can hide No matter what we breed We still are made of greed This is my kingdom come This is my kingdom come When you feel my heat Look into my eyes It's where my demons hide

~Halo ?
- Katie, musisz przyjechać !
~ Rosie ? Czemu co się stało ?
- Ten chłopak...
Słyszałam jak głos się jej łamie.
~Rosie ? O co chodzi ?
- Katie... on...
~Co ?!
- On umiera- szepnęła.
Zadrżałam.
~ Jadę, będę jak najszybciej.
W 5 minut przebrałam się, wzięłam torebkę i wsiadłam do auta.
Jechałam jak najszybciej się dało, nagle poczułam lekki ból w skroni. Nie był jakiś straszny ale dawał o sobie znać.
 Nie pamiętam czy zamknęłam samochód i nie mam pojęcia gdzie są moje okulary.  Wbiegłam do pokoju i szukałam wzrokiem Rosie.
- Ro !- wrzasnęłam
- Katie- szepnęła siedząc na krześle i chowała twarz w dłoniach.
- Co z nim ?! 
- Podłączyli go pod respirator, policja ustaliła, że nie było wypadku- szepnęła- Okazało się, że został porwany 5 lat temu i uciekał z miejsca gdzie był przetrzymywany, nie potrącił go samochód tylko on położył się na masce auta błagając o pomoc.
Usiadłam na ziemi.
-  Jest w sali 209, idź póki czas.
Pobiegłam szybko do wskazanej sali i otworzyłam drzwi ( oczywiście ubrana w specjalny strój)
Blondyn leżał nieruchomo na łóżku, coś sprawiało że go... lubiłam ? Darzyłam uczuciem ? Nie wiem sama.
Usiadłam na krzesełku i złapałam go za dłoń. Był blady, poobijany i gdzie nie gdzie miał rany.
Pocałuj go ! 
Przyjrzałam mu się, nie żebym mu życzyła długiego pobytu w szpitalu, ale wąsy tlenowe i delikatnie rozchylone usta sprawiały, że miałam ochotę wbić się w nie i nie puszczać przez noc...
Nachyliłam się i musnęłam wargi chłopaka. 
"- Katie ? - zapytał lekko przeciągając literę "i"
- Słucham ? - zaśmiałam się.
- Masz cudowne oczy. 
Co do ... ?! O co chodzi ?! 
Moją głowę wypchały, wspomnienia ?  Pocałunek, plaża, Josh... Jezu...






poniedziałek, 21 września 2015

Rozdział 15- I’m bad behavior but I do it in the best way I’ll be the watcher of the eternal flame I’ll be the guard dog of all your fever dreams

Nigdzie. Nie. Idziesz- podkreślił każde słowo.
- A właśnie, że idzie- usłyszałam głos za sobą.
Momentalnie się odwróciłam.  Stał za mną blondyn, kurczowo zaciskając dłoń na łańcuchu, jeden z jego końców zwisał z pięści Ross'a, reszta wygryzała dziurę między tym wymiarem, a naszym światem.
- Zabiję cię nim zdążysz szepnąć jej imię - zaś miał się obleśnie- Będziesz zdychał w agonii niczym kundel! 
~~~
Zagryzłem zęby,  bałem się. Tak. Bardzo się bałem,ale nie o siebie. Bałem się o Katie. Że nie zdołam jej ochronić.
-[…] niczym kundel!
Spojrzałem w jego oczy.
- Nie zrobisz tego, nie dasz rady - pokręciłem głową- Ty już nie istniejesz, jesteś wytworem lęku niczym więcej.
Brunet rozłożył ręce i odchylił głowę.
- Owszem, nie mogę cię zabić - wysunął z pod rękawa dwa niewielkie przedmioty - Ale zawsze mogę sprawić, że umrzesz nie z mojej ręki.
Rzucił w moją oraz jej stronę ten przedmiot.
Małe ostrze wbiło się w moją skórę. Grunt osunął mi się pod nogami.
- Spotkamy się po drugiej stronie, Lynch.
~~~[narrator]
- Gdzie właściwie jedziemy i co się stało?
- Wypadek na 74, pijany mężczyzna stracił panowania nad samochodem i wjechał w kolesia- kaszlnął Matt zawiązując dokładniej obuwie.
- Ofiara żyje? 
- Nie mam pojęcia, podobno mocno oberwał.
Ambulans zatrzymał się we wskazanym miejscu.  Cody podbiegł do zapłakanej blondynki, jej ręce ociekały krwią.
Matt,  Kate oraz Corby przystąpili do akcji ratowniczej.
-Halo ?  Słyszysz mnie?  Mam na imię Katie, a twoje jak brzmi?
Chłopak nie odpowiedział, nie było z nim kontaktu.
- Stracił dużo krwi! - krzyknął Matt i
wskazał ręką na drzwi ambulansu - trzeba go jak najszybciej zawieźć do szpitala!
Jak po myśleli tak też uczynili.
  Katie zrobiło się żal chłopaka, położyła dłoń na jego klatce piersiowej.
- Gdzie... co się ... 
- Kontaktuje!
- Halo, cześć nazywam się Cody, a ty? 
-Nie...Kate- mamrotał- Josh...
~~~
Mamrotał, nie wiem o czym mówił ale zaintrygował mnie. 
 Karetka podjechała pod szpital. lekarze szybko zawieźli go na blok. Mam nadzieję, że uda się go uratować. Czy ja go skądś znam ? Chyba nie, jednak wydaję mi się taki znajomy, jakby mi na nim zależało ? ...
Nagle do pomieszczenia weszła pielęgniarka.
- Siema Rosie- zaśmiałam się- Nie jesz lunchu ?
- Po dzisiejszym zabiegu ?- zakryła usta- Podziękuję do jutra, a ty co tu jeszcze robisz ?
- Chcę poczekać do końca operacji tego chłopaka- ukryła rumieniące się policzki.
- Spodobał ci się ? - zrobiła brewki.
- Niee, mam Josha- pokazałam jej serduszko- zabiera mnie w piątek na spacer po plaży.
- Zakochańce- zanuciła pod nosem w rytm piosenki- Zbieraj się do domu.
- Ale..
- Zadzwonię i powiem ci co z nim- puściła mi oczko- Stara masz 25 lat ! Niech ci życie nie ucieka !
- Kochana- machnęłam ręką- Dzięki, bajo.
Wyszłam ze szpitala i skierowałam się w stronę domu.
[5 godzin później...]
Obudził mnie grzmot, zerwałam swoje ciało z łóżka i wyglądnęłam przez okno.
- Pieprzony deszcz- zaklęłam i zasłoniłam okno.
Już miałam ponownie zapaść w sen, jednak zadzwonił telefon.
~Halo ?
- Katie, musisz przyjechać !
~ Rosie ? Czemu co się stało ?
- Ten chłopak...
Słyszałam jak głos się jej łamie.
~Rosie ? O co chodzi ?
- Katie... on...
C.D.N
I jak misiaki ? Zaskoczenie ? c: :* <3 Przepraszam was, że rozdziały dodaję tak nieregularnie, ale szkoła i choroba -,- Ale za to mam zwolnienie do końca tygodnia ! <3 Cieszycie się ? Bo ja tak c: będę mogła was krócej w niepewności potrzymać, a dłużej w chęci do zabicia mnie patelnią <3 kochane nalepśniki :* Do napisania ! A na pożegnanie uroczy uśmiech mojego psiaka ! <3 Zapraszam was na mojego snapa mackcarol223


* Tytuł  Fall out Boy- Immortals ♥


poniedziałek, 7 września 2015

Rozdział 14 part 2- Remember when you tried to write me off? Remember when you thought I'd take a loss? Don't you remember? You thought that I would need !

Ten dźwięk... aż ciarki przeszły mi po plecach... to był śmiech... ale nie taki normalny, wesoły tylko histeryczny i psychopatyczny. Kolana się pode mną ugięły. Złapałam za klamkę, nacisnęłam ją. Drzwi powoli się otworzyły.
- Co ty tu robisz ?!
Chłopak spojrzał na mnie.
- Miła niespodzianka- podszedł do mnie- tęskniłaś ?
- Wydawało mi się, że nigdy więcej się nie spotkamy- zadrżała.
- Coś ty Katie- przetarł wierzchem dłoni mój policzek- Chyba o mnie nie zapomniałaś ?
- Nie wiem co myśleć, ostatni raz widziałam cię w trumnie. 
~~~

Zacząłem krzyczeć. Coś szumiało w mojej głowie. Nagle usłyszałem stukot. Był podobny do uderzania wysokich obcasów o drewnianą podłogę.
  Poczułem jak z mojego nosa wypływa ciepła ciecz.
- Ross, Ross ja się boję- wtuliła się we mnie.
Podniosłem wzrok, stała przede mną kobieta, wyglądała jak lalka z porcelany. Była chuda, wysoka i bardzo blada.
- Rosie- przekrzywiła głowę w lewo- Kto to jest ?
- Odwal się od nas.
- Jesteś niemiła- wyciągnęła dłoń w naszą stronę.
- Ross, musisz zrobić sobie krzywdę- szepnęła- Gdy się zabijesz wrócisz na ziemię.
- Nie zostawię cię.
- Przepraszam braciszku- szepnęła i wyciągnęła nóż- Martw się o mnie, poradzę sobie.
Poderżnęła mi gardło. Krew zalała moje usta i szyję. Padłem na plecy. Spadałem. Uderzyłem plecami o coś twardego. Jęknąłem i wygiąłem bolące miejsce w łuk.
- Szlag- fuknąłem.
Podniosłem się i odruchowo zacząłem dotykać wcześniej rannego miejsca. Mam tego dość ! Od dziś chodzę na imprezy ! Rozglądam się za dziewczynami ! Bawię się ! Po prostu, będę żyć jak normalny chłopak w moim wieku.
Obróciłem się i spojrzałem na łóżko, pod kołdrą była wypukłość.
Zaśmiałem się i zdjąłem powoli kołdrę.
- Kat ?
- Katie ?!- przetrząsałem całe łóżko
- Kat gdzie jesteś ?!- krzyknąłem na całe gardło.
 Nagle całe moje plecy obwiał zimny wiatr. Rozniósł się zapach grozy i strachu. Spojrzałem za ścianę za mną.
- Proszę... Nie...
~~~
- Słuchaj Josh- wtuliłam głowę mocniej w ramię chłopaka- Tutaj jest super, ale muszę wracać do domu.
- Kitty, zostań tu- szepnął całując mnie delikatnie w skroń-  Ze mną.
- Chciałabym- zawiesiłam ręce na jego szyi- Ale muszę wracać do rodziny, do Ross'a.
Przewrócił oczami z frustracją.
- Jesteś tu ze mną, nie z Rossem, źle ci ?
- Nie skąd ale...
- Kochasz go- odsunął się- przyznaj się !
Spuściłam wzrok lecz nagle coś sobie uświadomiłam...
- Tak !- podniosłam głowę- Kocham Ross'a, dzięki niemu wiem kim jestem, zawsze starał się być dla mnie miły, czuły, pomagał mi w każdej sytuacji, był gotów narazić dla mnie życie... A ty ? Nie pamiętasz ? Spieprzyłeś stamtąd ! Zostawiłeś mnie samą !
- A miałem wybór ?- również wstał- Powiedz mi czy miałem inne wyjście ?!
- Nie uciekać i zachować się jak facet z jajami- fuknęłam mu prosto w twarz.
Odwróciłam się i zaczęłam odchodzić, ale nie pozwolił mi na to przeszywający ból w nadgarstku.
- Nigdzie. Nie. Idziesz- podkreślił każde słowo.
- A właśnie, że idzie- usłyszałam głos za sobą.

 †††

 Tytuł- Taylor Swift- Bad Blood




sobota, 18 lipca 2015

Rozdział 14 part 1-Let's try to make it right!Don't wanna start a fight!And we're so sorry if we give you all a little fright!We're not so scary if you see us in the daylight!You'll be so happy just as long as you survive the night...

Wstałem, a mój wzrok utkwiłem w niej. Strzepałem śnieg z twarzy.
- Twój śmiech... on...
- Jest okropny, ale uwielbiam się śmiać ! - rozłożyła ręce i runęła w grubą, białą warstwę.
- Nie.. jest taki... podobny do mojego..- serce podeszło mi do gardła.
Wstała, podeszła do mnie. Zaczęła mi się przypatrywać. Coś w niej pękło, jakaś cienka nić zapomnienia.
Położyła dłoń na moim policzku. Drugą przeczesała grzywkę. Jej oczy zabłysnęły od łez i radości. 
- R...R...Ross- szepnęła
- Rosie... - również szepnąłem.
Mocno ją przytuliłem. 
- Pomogę ci się stąd wydostać - złapała mnie za rękę i pognała w stronę lasu.
- Rosie czekaj ! - poczułem jak moja głowa pęka.
Ból był obezwładniający, jakby ktoś wbił mi sztylet w tył głowy i przekręcał co sekundę.
Nagle moja siostra ( jak to cudownie brzmi) zadrżała.
- Ooo nie. 
Puściłem jej dłoń, wsunąłem palce między moje włosy i zacisnąłem pięści.
Zacząłem krzyczeć. Coś szumiało w mojej głowie. Nagle usłyszałem stukot. Był podobny do uderzania wysokich obcasów o drewnianą podłogę.

~~~
Spojrzałam na Ross'a. Wyglądał bardzo uroczo gdy spał. Wyrwałam się cicho z jego uścisku i zaczęłam bić się z własnymi myślami. Powiedzieć mu ? Czy nie ? Nie wiem... Wyszłam z domu i usiadłam na schodach. Westchnęłam głośno i oparłam brodę o dłonie. Nagle poczułam czyjąś obecność. Zaczęłam się nerwowo rozglądać, coś było nie tak. Zimny wiatr owiał całe moje plecy i tył głowy. Nie... to nie wiatr... to oddech. Gwałtownie wstałam i obróciłam się. Przeciąg jaki powstał sprawił, że moje włosy wyglądały jak z reklamy taniego lakieru..
Powoli weszłam do mieszkania. Moje zaskoczenie... aż nie umiem go opisać.  Za drzwiami nie było wnętrza mieszkania tylko małe wzgórze porośnięte dawno nie koszoną trawą. Wyminęłam skrzynkę pocztową. Przedzierając się przez łąkę, która sięgała mi do pasa, czułam się jak bohaterka słabego romansu.  W końcu stanęłam na podeście. Gdy chciałam zapukać drzwi same się otworzyły. 
- Oookaaay ? 
Weszłam do środka. Wnętrze wyglądało na dawno nie używane. Na rozchodzącej się drewnianej podłodze leżał wełniany dywan, który za czasów swojej świetności musiał być piękny. Stara przewrócona kanapa i jakieś gruzy. 
- Halo ? - szepnęłam gdy usłyszałam hałas- Jest tu kto ? 
Serce zaczęło mi walić jak szalone, zacisnęłam zęby i powoli skierowałam się na górę.  Gdy znalazłam się już na korytarzu do moich uszu dotarł jakiś dziwny dźwięk. Zaczęłam podążać do jego źródła.  Ten dźwięk... aż ciarki przeszły mi po plecach... to był śmiech... ale nie taki normalny, wesoły tylko histeryczny i psychopatyczny. Kolana się pode mną ugięły. Złapałam za klamkę, nacisnęłam ją. Drzwi powoli się otworzyły.
- Co ty tu robisz ?!....  
†††
* tytuł- Survive the Night- Five Nights at Freddy's MandoPony 





sobota, 27 czerwca 2015

Rozdział 13- You Are ONE of KIND... As Snowflake

- Katie ? - zapytał lekko przeciągając literę "i"
- Słucham ? - zaśmiałam się.
- Masz cudowne oczy.
Momentalnie podniosłam się i wlepiłam wzrok w jego twarz. Zazwyczaj opalone policzki paliły teraz czerwienią, a usta wykrzywiały się w nieśmiałym uśmiechu. 
- Mówisz serio ? - również się zarumieniłam
Blondyn  odpowiedział mi namiętnym pocałunkiem....
Odsunął się.
- Mówię najbardziej szczerze jak tylko potrafię.
Wtuliłam się w jego tors. Chłopak odetchnął głęboko i zamknął oczy, jego oddech spowolnił.
 ~~~
Odetchnąłem głęboko. Zamknąłem oczy....
Gdy je otworzyłem ujrzałem biały puch tuż przed moją twarzą. Leżałem na brzuchu, cały w maleńkich delikatnych płatkach. 
Podniosłem się. Obkręciłem się wokół własnej osi. Śnieg padał wszędzie na około, ale nie był zimny ani nie topniał.
  Zacząłem iść przed siebie. Zewsząd otaczał mnie gęsty las i gruba warstwa dziwnego puchu. 
Nagle zauważyłem blondynkę. Siedziała, zimowy całun okrywał jej ramiona, plecy oraz nogi. Podszedłem powoli.
- Prze..Przepraszam- szepnąłem dotykając jej ramienia.
- Pięknie tu prawda ?
Oniemiałem. Na dźwięk jej głosu moje serce zabiło szybciej. Wypuściłem powietrze ustami.
- Pięknie... ale...
- Nie podoba ci się ? - zapytała jak dziecko, którego rysunek rodzić kiepsko ocenił.
- Nie ! Jest pięknie, ale ... to nie jest śnieg.
- Jak to ? 
- Śnieg jest zimny- uśmiechnąłem się-  I pod wpływem dotyku, lub innego ciepła, roztapia się.
- Zawsze chciałam zobaczyć śnieg, dotknąć go- westchnęła- Myślałam, że właśnie taki jest.
- Nie wiesz jak wygląda śnieg ? 
Pokręciła przecząco głową.
- Co tu robisz ?- zapytała.
- Nie wiem- podrapałem się po karku.
Serce łomotało jak szalone. Zrobiło mi się gorąco. Czerwień w mych żyłach docierała do każdej części ciała. Opuszki palców pulsowały przyjemnym ciepłem. Dziwne, podobne uczucie miałem, gdy przekroczyłem próg mieszkania rodziców...
- Nie wiesz co tu robisz, to jak się tu znalazłeś ?- ponownie zadała pytanie.
Wstała, obrócona plecami do mnie, podeszła do świerku i zaczęła delikatnie strzepywać puch z jego igieł.
- Nie wiem- wzruszyłem ramionami- A ty jak się tu znalazłaś ? 
- Od zawsze tu byłam- zaśmiała się.
- Ile masz lat ? 
- Tu czas leci wolniej, wolniej o 3 lata, więc tak dokładnie to nie wiem.
- Ja mam 19- potarłem wnętrza dłoni o siebie, nie było mi zimno jednak zawsze tak robię na widok śniegu, nie wiem czemu takie dziwne przyzwyczajenie- To ty musisz mieć 16.
Obróciła się. Nim zdążyłem się jej przypatrzeć rzuciła mi śnieżką w twarz. Upadłem na kość ogonową. Dziewczyna zaczęła się śmiać.
Moje źrenice powiększyły się.
- No co jest mały ?! Wymiękasz ?! - śmiała się w głos.
Wstałem, a mój wzrok utkwiłem w niej. Strzepałem śnieg z twarzy.
- Twój śmiech... on...
- Jest okropny, ale uwielbiam się śmiać ! - rozłożyła ręce i runęła w grubą, białą warstwę.
- Nie.. jest taki... podobny do mojego..- serce podeszło mi do gardła.
Wstała, podeszła do mnie. Zaczęła mi się przypatrywać. 
 C.D.N





czwartek, 23 kwietnia 2015

Co ? jak ....

Kochani ;c wiem wiem... możecie mnie zlinczować za tą nieobecność. Już wam się tłumaczę, dopadła mnie jakaś straszna choroba ;c sił w ogóle nie miałam. A jak nie ma sił to i weny. Obiecuję, że już niedługo pojawi się rozdział <3

sobota, 4 kwietnia 2015

Wszystkiego naj Robaczki !!

Kochani z okazji świąt Wielkanocnych życzę wam zdrówka :* Szczęścia, mokrego poniedziałku i mnóżcie się tu jak króliczki ! <3 Niech was będzie więcej xD :*

piątek, 13 marca 2015

nOtKa DuŻo MóWiĄcA

Kochani ;** przepraszam, że ten ostatni rozdział był taki samotny ;c bez noteczki i bez zdjątka czy czegoś tam.... ALE ! już wam tłumaczę czemu <3  Otóż znowu nie mam dostępu do laptopa i cały  rozdział pisałam na telefonie. Dodalam go na meczu piłki ręcznej, taki typowy spontan ;* nie wiem kiedy pojawi się next :/ przepraszam.... #NALEPŚNIKI ! <33  na otarcie łez :* cudne zdjęcie z mojej drogi do szkoły ;)

poniedziałek, 23 lutego 2015

Rozdział 12- Love is new road.....

Poprzez ten rodzaj "transu"" przez, który sami musimy przebrnąć blondyn chwycił mnie za dłoń i  szukał jakiegokolwiek sposobu, by scalić nasze jaźnie.... 
 Udało mu się, poczułam jak moje ciało bezwładnie pada obok blondyna. Ogarnęła mnie ciemność, nic nie widziałam ani nic nie słyszałam. W pewnym momencie poczułam czyjąś dłoń na ramieniu, gwałtownie się obróciłam.
- Ross ? - szepnęłam przerażona.
-  Jestem obok ciebie - chłopak mocno mnie przytulił.
- Gdzie my do cholery jesteśmy ?  
- Sam chciałbym wiedzieć- lekko wykrzywił usta.
Złapał mnie za ręke  i delikatnie pociągnął przed siebie, nagle ciemność zaczęła się rozjaśniać.
~~~~~~~~
Ciemność ustawala, jednak bardzo powoli. Dziewczyna wtuliła się w moje ramie.
-Ross ? - szepnęła- Czy tak wygląda śmierć ? 
- Śmierć nie jest końcem Katie, jest początkiem innego życia- objąłem ją- nie musisz się jej bać.
- A ty pamiętasz swoją śmierć ? 
- Teraz już tak, ale wcześniej wmawiano mi co innego...
Nagle moją czaszkę przeszył niesamowity ból, ujrzalem coś co zabolało bardziej niż cios nożem w serce....
" - Gratuluję pani Lynch, to chłopczyk i dziewczynka.
-Słyszysz Mark ?! Będziemy mieli bliźniaki !
- To cudownie !- krzyknął mężczyzna.
Oboje uradowani wyszli ze szpitala. Gdy wrócili do domu reszta dzieci natychmiast zaczęła zasypywać ich pytaniami.
- Mamo, a jak będą się nazywać ? - spytał najstarszy.
- Chłopczyk Ross, a dziewczynka Rosemary 
Córka zaśmiała się.
- Mamo za poważne imię dla dziecka
- Rosemary Lynch - wypowiedział dumnie ojciec - Wiesz co kochanie ? Rydel ma chyba rację.
Blondynka dumnie uniosła główkę.
- Ehh... To może Rosie ? 
- Idealnie ! - krzyknęły wszystkie dzieci chórem"  
Omal nie wrzasnąłem.
- Ejj co jest ? - spytała zaniepokojona Katie.
- Ja miałem siostrę- wydusiłem.
- No wiem, Rydel.
Uniosłem wzrok i wbiłem go prosto w niebieskie oczy 17latki
- Rosie, ja jestem dzieckiem z bliźniaczej ciąży! 
Twarz dziewczyny pobladła. Ciemność zniknęła, a my obudziliśmy się na podłodze.
~~~ 
Wyszliśmy z domu Lynch'ów.
- Ross ? I co teraz zrobimy ? 
- Musimy znaleźć tą całą Ivanę, tak jak mówiła moja matka, a ona już będzie wiedzieć.
Nie byłam przekonana do tej wróżki-cyganki. 
- To gdzie ona jest ?
- Podobno za miastem jest stara przyczepa, obdrapana z farby i na drewnianych kołach, odwiedzimy ją jutro z samego rana.
Wziął mnie pod ramię
- Ale narazie wrócimy do domu.
~~~
Leżliśmy u mnie w pokoju, opierałam głowę na klatce blondyna.
- Katie ? - zapytał lekko przeciągając literę "i"
- Słucham ? - zaśmiałam się.
- Masz cudowne oczy.
Momentalnie podniosłam się i wlepiłam wzrok w jego twarz. Zazwyczaj opalone policzki paliły teraz czerwienią, a usta wykrzywiały się w nieśmiałym uśmiechu. 
- Mówisz serio ? - również się zarumieniłam
Blondyn  odpowiedział mi namiętnym pocałunkiem....
C.D.N