Witajcie kochani ! W końcu się wzięłam i napisałam dla was rozdział ! <3 Haha wakacje nam się kończą :'( Straszne to...Dobra kij z tym ! Za rok będą następne nie ma co się martwić :* jest dobrze..
Dobra nie przedłużam :* Zapraszam do czytania :D Rozdział dziwny... No i chyba niedługo zbliżamy się do końca bloga, jak myślicie ? Kończyć bloga ? Czy jeszcze go pociągnąć ?
Czekam na komy :* No i piosenka tytułowa Train- Shake Up Christmas
Cekam na komy :* No i piosenka tytułowa
~~~
Siedziałem w wannie, zimny strumień wody lekko mnie orzeźwił. Minęły już 4 lata, a ja dalej wchodzę
rano do pustego pokoju z zamiarem obudzenia go. Bardzo za nim tęsknie. Wyszedłem spod prysznica, naciągnąłem czyste ubranie i poszedłem przygotować śniadanie dla mojego rodzeństwa.
- Hej Rikuś- mama ucałowała mój zmarznięty policzek.
- Witaj mamo- odpowiedziałem smutno jak co ranka.
- Riker zobacz ile czasu minęło, musisz się pogodzić- westchnęła bezsilnie- nie możesz przez całe życie płakać z powodu jego śmierci.
- Ty nic o nim praktycznie nie wiedziałaś ! Ja go wychowywałem, Ross miał 5 lat jak wyjechałaś ! Ja się nim opiekowałem zresztą całym rodzeństwem ! A ile wtedy miałem ?! Hmm 9 lat !
- Riker, wiem, że popełniłam błąd, ale uwierz, że miałam swoje powody.
Wstałem.
- Mamo posłuchaj, przepraszam za swoje zachowanie, ale ja za nim tęsknie.
Odszedłem od stołu i zacząłem smażyć wcześniej przygotowane przez mamę ciasto na naleśniki. Reszta naszej rodzinki zjawiła się 10 minut później. Zjedliśmy śniadanie i zaczęliśmy się ubierać. Poszedłem do okoju...
- Ross wsta... - opadłem na kolana w pustym pokoju, jedyne co chodź trochę wypełniało pustkę to kartony.
Doczołgałem się do jednego z nich, otworzyłem. Były tam wszystkie nasze płyty, gazety z Ross'em, jego zdjęcia i różne takie rzeczy. Zacząłem przeglądać zdjęcia z koncertów.
Każdy koncert był niesamowity, teraz to już nie to samo. Na nasze twarze nakładamy sztuczny blask uśmiechu. A jeden mikrofon pusty. Oparta o mikrofon stoi Luna, na niej wisi naszyjnik, lekko obdarty z farby. Z drugiej strony naszyjnika widnieje napis LOUD a pod spodem ROSS. W dniu śmierci miał dostać drugi, więc na szyję zawiesiłem mu nowy, a stary jest cały czas z nami, mam głupie wrażenie, że czasem widzę jak Ross szaleje z nami po scenie, że ten naszyjnik i ta gitara.....
Ross zawsze na Święta się wydurniał, uwielbiał hockeya, zawsze szkolił naszych kuzynów jak grać. Największy raban na spotkaniach rodzinnych robił Ross, kiedyś stwierdził, że zagra z naszym dziadkiem oraz wujkiem w rozbieranego pokera Tsaaaa Wujek Shor i nasz Dziadek byli mistrzami pokera. Pięknie to wyglądało, ubrani seniorzy i Rossiak z liściem sałaty z sałatki na przyrodzeniu. Na myśl o tym przekomicznym zdarzeniu po moim policzku spłynęło kilka łez. Święta, które obchodziliśmy przez te 4 lata nie były takie same. Były puste i sztuczne,
Znalazłem też zdjęcie wykonane 4 dni przed jego śmiercią
To ostatnie zdjęcie Ross'a jakie mamy, nigdy więcej nie będziemy mieli wspólnych zdjęć... NIGDY...
~~~
Uchyliłam lekko drzwi, chciałam kolejny raz posłuchać śpiewu Ross'a.
Shake up the happiness
Wake up the happiness
Shake up the happiness
It's Christmas time...
There's a story that I was told
And I wanna tell the world
Before I get to old
I don't remember it
So let's December it
And reassemble it oh yeah
Śpiewał to głosem opanowanym przez melancholię, łamiącym się bez radości.- Ross - usiadłam obok chłopaka-Zagraj to szybciej i weselej.
Chłopak zaczął grać i lekko się uśmiechnął.
Złapałam śpiewnik i zaczęłam...
Ho! Ho! Ho!
Shake up the happiness
Wake up the happiness
Shake up the happiness
It's Christmas time
There's a story that I was told
And I wanna tell the world
Before I get to old
I don't remember it
So let's December it
And reassemble it oh yeah
Once upon a time in a town like this
A little girl made a great big wish
To feel the world full of happiness
And be on Santa's magic list
Shake it up
Shake up the happiness
Wake it up
Wake up the happiness
Come on you all
It's Christmas time
- Katie - powiedział Ross odkładając gitarę- Pięknie śpiewasz.
- Dziękuję - zarumieniłam się.
Zaczęliśmy się do siebie zbliżać, nasze usta dzieliły milimetry...
~~~
Zaczęliśmy się do siebie zbliżać, nasze usta dzieliły milimetry. Tak bardzo chciałem ją pocałować, ale bałem się, bałem się znów pokochać. Zamknąłem oczy.... nasze wargi złączyły się w jedność. Poczułem żar, palił mnie od środka, moje serce zapłonęło ogniem. Nie już piekielnym, nie ogniem od Upadłych, lecz ogniem Pańskim, ogniem romantyzmu i uczucia. Płomień nie bolał, nie palił, lecz żarzył się dając przyjemne ciepło. Ciepło, które straciłem wiele lat temu. Zdolność podróżowania w czasie sprawiła, iż obdarzyłem uczuciem niewłaściwą osobę. Miłość zaćmiła mnie, gdy przyczyniono się do śmierci mojej ukochanej, Stelli, zrobiłem COŚ czego w żadnym wypadku nie miałbym prawa dokonać. Wskrzesiłem człowieka. Po trzech dniach Stella oznajmiła mi, że zdradzała mnie z moim przyjacielem. Dostałem wezwanie od Najświętszego. Zostałem zdeprawowany i upokorzony, wyrwano mi skrzydła i zesłaoy na Ziemię na grę losu 12 Upadłych. W melancholii i rozpaczy w Podziemnym Państwie odkryli me powołanie. Duch- Anioł zwany Śmiercią zlitował się nade mną i przekazał mi swój obowiązek. Jako Pokutę, ale i jako Zbawienie...
† † †




