wtorek, 24 czerwca 2014

Chapter 3- Jehudiasz&Gabriel

Hej mordki <33 Dodaję wam tak na początek kilka rozdziałów :)  Dodałam również zakładkę BOHATEROWIE, ale jest napisane po Tajsku <33 Bo fajny efekt <33 Ładnie to wygląda :**
Dobra nie przedłużam, zapraszam do czytania oraz komentowania :**
~Mack <33
~~~
Cała rodzina zgromadziła się przy grobie Madison, płakali. Wcale nie byli szczęśliwi. A ja ? Stałem obok nich, trzymając małą za rękę.
- Ross ? Na kogo czekamy ?
- Na anioła- uśmiechnąłem się sztucznie.
Nie lubię spotkań z nimi, zawsze mi dogryzają lub dodają te swoje "żartobliwe" uwagi. Przecież to nie była moja wina.
- Witaj Ross- popatrzył na mnie z chytrym uśmieszkiem.
- Witaj Jehudiaszu- warknąłem.
- Jak leci życie?-zaśmiał się- A no tak, przecież jesteś jednym z nich.
- Przynajmniej nie jestem tylko sługą, a jeśli chodzi o ciebie- popatrzyłem na niego z pogardą- Dobroczynny anioł śmierci ? Czy to ma sens ?
- Powiedział upadły - przewrócił teatralnie oczami.
- Koniec tej gadaniny - usłyszeliśmy grzmot.
- Witajcie moi mili - naszym oczom ukazał się sam Archanioł.
- Witaj Najłaskawszy- ukłonił się Jehudiasz.
- Co jest przyczyną waszej kłótni ?
- Nic- westchnąłem- Gabrielu Najmilszy, mam dla ciebie kolejną prześliczną duszyczkę, pełną miłości i dobra.
- Jehudiaszu, weź ją i przedstaw naszemu Najświętszemu- skinął głową i razem z Madison zniknął w blasku światła Niebieskiego.
- Miłe spotkanie, po tylu latach nieprawdaż ? - spojrzał na mnie Gabriel.
- Bardzo- fuknąłem- Co cię sprowadziło tu, do mnie ?
- Mam dla ciebie misję.
Wybuchnąłem śmiechem.
- Upadły anioł miałby sprawować opiekę nad istotą ludzką ?
- Nie jesteś jednym z nich- popatrzył na mnie- Nie jesteś upadły.Nie należysz do nich.
Pokręciłem głową i zacząłem się oddalać.
- Demonie-złapał mnie za ramię- Ross, nie chowaj urazy do ludzi, którzy Cię skrzywdzili. To wydarzyło się 100 lat temu. Twoi oprawcy gniją w otchłani królestwia 12 Upadłych.
-  Najświętszy Gabrielu, demona nie wyplewisz z człowieka- spuściłem wzrok- Ognia nie zgasisz ogniem, Demona Śmierci nie zgładzisz.
- Możesz uciekać- pokręcił głową- Byłeś najlepszym, z Archaniołów.
- Ale dziś już jestem upadły, i nie bez powodu zstąpiłem do mego pana, Mefistofelesa.
- Nie on jest twym panem, on cię zaślepił. Zgasił to co było w tobie- położył dłoń na mojej piersi- Romantyzm i Dobro zniknęło z tamtym dniem, nieprawdaż ?
- Co było w tym złego ? Miłość mnie zaślepiła, dziś już nic nie czuję
- Podpisanie cyrografu przez anioła zrzuca go do czeluści zła, gdy twa Niebieska krew spłynęła na papier stworzony przez szatana spłonęły w tobie uczucia, nie stałeś się upadły, ale zaślepiony.
- Twe przekonania i próby są daremne- spojrzałem na niego z kpiną-  Próbując zmienić mnie, zmienisz oblicze śmierci.
- Więc żegnaj, Ross- skinął głową i zniknął otoczony łuną blasku.
† † †
 
 



4 komentarze:

  1. WOOOOOOOW WOOOOOOOOOW WOOOOOOOOOOOOOOOW WOOOOOW
    Niesamowity rozdział !!!
    Krótki, ale niesamowity :)
    Jestem TOTALNIE TOTALNIE TOTALNIE MEGA Z.A.C.H.W.Y.C.O.N.A !!!
    Mack... no brak mi słów... tak po prostu... brak mi słów.
    Mogę powiedzieć tylko tyle:
    Masz wielki talent i jesteś NIEZWYKŁA powiedziałabym więcej, ale mnie zatkało :)
    Czekam na Next !!!
    Już nie wytrzymuję :)
    Pozdrowienia,
    Weronika <333

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło, że ten blog też ci się podoba :*

      Usuń
  2. Znowu jakąś masakra. ;.;
    Rozdział krótki, ale wrażenie na 101%... :o
    Nie rozumiem prawie nic. XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :* Dziękuję :* <33 Tssaa mnie ciężko zrozumieć :*

      Usuń