poniedziałek, 30 czerwca 2014

Chapter 4- Abbadon&Life

Witajcie kochani <33 Już są wakacje ! :D Cieszycie się ? Ja tak, bardzo bardzo się cieszę ! :D Macie tu rozdział :* Do napisania mordki 
~~~
Usiadłem na chwilę na plaży, wszyscy byli szczęśliwi. Przyglądałem się im.
- Okropny widok nieprawdaż ? Aż się ciepło na sercu robi- ktoś położył dłoń na moim ramieniu.
- Witaj Abaddonie- uśmiechnąłem się.
- Dowiedziałem się, że rozmawiałeś z Gabrielem i Jehudiaszem- strzepał popiół ze swego ramienia- On cię okłamuję, jesteś z nami, jesteś upadły.
- Może Gabriel posiada rację ?
Złapał mnie za szyję i uniósł nad ziemię.
- Demonie ! Plamisz swój honor ! Anioł nigdy nie ma racji  !
Zaczęło mi brakować tchu, a przed oczami pojawiły mi się ciemne plamy.
- Wierzę ci na słowo, Abaddonie.
Postawił mnie na ziemi.
- Mój pan, Mefistofeles, ma dla ciebie propozycję- uśmiechnął się szelmowsko.
- Słucham cię.
- Podpiszesz cyrograf, a zwrócimy ci ciało oraz duszę, jednakże dalej będziesz demonem śmierci. O ludzkich uczuciach i myślach.
Wytrzeszczyłem oczy, Abaddon wiedział dokładnie co jest moim najskrytszym pragnieniem.
- Co chcesz w zamian ?
- Nie ma żadnych kruczków czy haczyków, ale jest jeden minus tej umowy- wyciągnął spod płaszcza papier wykonany z popiołu Dusz.
- Mam go podpisać ?
- Tak samo jak tamten- rozwinął go i podał mi sztylet- Mała kropelka krwi, a odzyskasz swoje dawne życie.
Popatrzyłem na niego nieprzekonanym wzrokiem, a on odwrócił sztylet w moją stronę i wbił mi go w brzuch. Odruchowo złapałem się za bolące miejsce, złapał moją dłoń i przyłożył ją do cyrografu.
- Cyrograf został podpisany- jego oczy zapłonęły żywym ogniem piekielnym - Twój czas trwać będzie póki nie osiągniesz lat 19!
Zniknął, a ja zemdlałem....
~~~
- Przepraszam ? Dobrze się czujesz ? - otworzyłem oczy.
Nade mną stała śliczna dziewczyna.
- Tak, co się stało ?
- Moja młodsza siostra znalazła cię nieprzytomnego na plaży- uśmiechnęła się i położyła mi zimny okład na czole- Jak masz na imię ?
- Ross- odwzajemniłem uśmiech
- A ja Katie, o mój Boże - położyła dłoń na ustach i wytrzeszczyła oczka.
- Co jest ?
- Jesteś ranny ! - podsunęła do góry moją koszulkę.
Na moim podbrzuszu oraz większej części brzucha znajdowała się rana cięta. Poczułem ból, nawet nie wiecie jak mnie to ucieszyło.
- Czekaj  już dzwonię po karetkę !- wyciągnęła z kieszeni telefon.
- Nie, nie trze..- nie dokończyłem bo przed oczyma znów ujrzałem ciemność.
~~~
- Ross, Ross obudź się- ktoś głaskał mnie po policzku.
- Co jest ?- otworzyłem powoli oczy.
- Ktoś podobno dźgnął cię czymś ostrym, straciłeś dużo krwi- pocałowała mnie w czoło- Nawet nie wiesz jak się  o ciebie bałam.
Zrobiło mi się ciepło na sercu.
 " - Nawet nie wiesz jak się o ciebie bałam- przytuliła mnie.
- Rydel, ja tylko spadłem z huśtawki- uśmiechnąłem się- Nic mi nie jest...."
- Ross? Ross ?!
- Tak ? Przepraszam odleciałem- przetarłem oczy.
Uśmiechnęła się i wstała.
- Połóż się spać- pomachała mi- A jak się obudzisz, będę przy tobie obiecuję.
Wyszła z białego pokoju, zostałem sam z mnóstwem urządzeń, zamknąłem oczy i zasnąłęm...
† † †


wtorek, 24 czerwca 2014

Chapter 3- Jehudiasz&Gabriel

Hej mordki <33 Dodaję wam tak na początek kilka rozdziałów :)  Dodałam również zakładkę BOHATEROWIE, ale jest napisane po Tajsku <33 Bo fajny efekt <33 Ładnie to wygląda :**
Dobra nie przedłużam, zapraszam do czytania oraz komentowania :**
~Mack <33
~~~
Cała rodzina zgromadziła się przy grobie Madison, płakali. Wcale nie byli szczęśliwi. A ja ? Stałem obok nich, trzymając małą za rękę.
- Ross ? Na kogo czekamy ?
- Na anioła- uśmiechnąłem się sztucznie.
Nie lubię spotkań z nimi, zawsze mi dogryzają lub dodają te swoje "żartobliwe" uwagi. Przecież to nie była moja wina.
- Witaj Ross- popatrzył na mnie z chytrym uśmieszkiem.
- Witaj Jehudiaszu- warknąłem.
- Jak leci życie?-zaśmiał się- A no tak, przecież jesteś jednym z nich.
- Przynajmniej nie jestem tylko sługą, a jeśli chodzi o ciebie- popatrzyłem na niego z pogardą- Dobroczynny anioł śmierci ? Czy to ma sens ?
- Powiedział upadły - przewrócił teatralnie oczami.
- Koniec tej gadaniny - usłyszeliśmy grzmot.
- Witajcie moi mili - naszym oczom ukazał się sam Archanioł.
- Witaj Najłaskawszy- ukłonił się Jehudiasz.
- Co jest przyczyną waszej kłótni ?
- Nic- westchnąłem- Gabrielu Najmilszy, mam dla ciebie kolejną prześliczną duszyczkę, pełną miłości i dobra.
- Jehudiaszu, weź ją i przedstaw naszemu Najświętszemu- skinął głową i razem z Madison zniknął w blasku światła Niebieskiego.
- Miłe spotkanie, po tylu latach nieprawdaż ? - spojrzał na mnie Gabriel.
- Bardzo- fuknąłem- Co cię sprowadziło tu, do mnie ?
- Mam dla ciebie misję.
Wybuchnąłem śmiechem.
- Upadły anioł miałby sprawować opiekę nad istotą ludzką ?
- Nie jesteś jednym z nich- popatrzył na mnie- Nie jesteś upadły.Nie należysz do nich.
Pokręciłem głową i zacząłem się oddalać.
- Demonie-złapał mnie za ramię- Ross, nie chowaj urazy do ludzi, którzy Cię skrzywdzili. To wydarzyło się 100 lat temu. Twoi oprawcy gniją w otchłani królestwia 12 Upadłych.
-  Najświętszy Gabrielu, demona nie wyplewisz z człowieka- spuściłem wzrok- Ognia nie zgasisz ogniem, Demona Śmierci nie zgładzisz.
- Możesz uciekać- pokręcił głową- Byłeś najlepszym, z Archaniołów.
- Ale dziś już jestem upadły, i nie bez powodu zstąpiłem do mego pana, Mefistofelesa.
- Nie on jest twym panem, on cię zaślepił. Zgasił to co było w tobie- położył dłoń na mojej piersi- Romantyzm i Dobro zniknęło z tamtym dniem, nieprawdaż ?
- Co było w tym złego ? Miłość mnie zaślepiła, dziś już nic nie czuję
- Podpisanie cyrografu przez anioła zrzuca go do czeluści zła, gdy twa Niebieska krew spłynęła na papier stworzony przez szatana spłonęły w tobie uczucia, nie stałeś się upadły, ale zaślepiony.
- Twe przekonania i próby są daremne- spojrzałem na niego z kpiną-  Próbując zmienić mnie, zmienisz oblicze śmierci.
- Więc żegnaj, Ross- skinął głową i zniknął otoczony łuną blasku.
† † †
 
 



poniedziałek, 23 czerwca 2014

Chapter 2- Come To Me, Hug Me ....

Hej kochani <33 Mam tu dla was 2 rozdział :** Miłego czytania, aa a bohaterów dodam wkrótce <33 
~ Mack <33 
~~~ 
"- Nie bój się - szepnęła-  Zaraz będzie dobrze...
Po jej słowach poczułem zimną stal przy skroni,  dźwięk naładowania i ciemność...."

12.05.2014
 - Tato, jedziesz za szybko ! - krzyknęła dziewczyna. 
  Jechała z całą rodziną do kina. W samochodzie siedziała ona, jej młodsza siostra, starszy brat oraz rodzice. Ojciec jechał 100 km/h gdy dozwolone było tylko 50.
- Tato ! Proszę zwolnij ! 
- Katie- popatrzył na córkę- Chcesz szybko tam dojechać ?
Usiadła spokojnie z przerażoną miną.
Nagle z prawej strony skrzyżowania wyjechał samochód ciężarowy....
Czas stanął w miejscu. Powoli podszedłem do auta. Wsiadłem, posadziłem dzieci na miejscu, zapiąłem im pasy. 
- Sorki tato- uśmiechnąłem się, wyrzuciłem go z samochodu.
Siadłem za kierownicą, zjechałem nim na drugi pas.
- No teraz możesz wsiadać- posadziłem go, zapiąłem mu pas i położyłem ręce na kierownicy.
Pstryknąłem palcami i czas znów ruszył. 
Krzyk dzieci i łzy szczęścia. 
 Uśmiechnąłem się i powolnym krokiem, z rękoma w kieszeniach, oddaliłem się w stronę szpitala.
~~~
- Hej Ross - pomachała mi Madison.
- Hej mała- usiadłem na jej łóżku szpitalnym- Jak się czujesz ?
- Dobrze.
Wiedziałem, że jej czas się kończy, Mad jest chora na białaczkę.
- Ross, jak myślisz kiedy wychodzę ? Lekarz powiedział, że już niedługo- uśmiechnęła się.
- Na bank niedługo.
Spojrzałem na zegarek. 
- Chodź się do mnie przytul- rozłożyłem ręce.
Wygramoliła się spod kołdry i wpadła w moje ramiona.
    Do pokoju wpadło kilku lekarzy.

~Katie~
Droga z domu do kina... To było dziwne, przecież mieliśmy się zderzyć z tamtym samochodem i zginąć... Nie mam pojęcia co się stało, ale jakoś się dowiem.
     Wstałam z łóżka i poszłam do garażu. Ojciec nie pozwala mi tam chodzić, bo to jest dla niego jak gabinet, a auto to skarb. 
  Zaczęłam oglądać naszego peugeota.  Gdy weszłam uderzył mnie zapach męskich perfum... Ale mój ojciec używa zupełnie innych ....

† † †

 

sobota, 21 czerwca 2014

Chapter 1- Birthday&New Life

Witajcie kochani <333 Mam dla was pierwszy rozdział :* Dzisiaj i jutro mam wesele więc nie mam pojęcia kiedy następny :* Do napisania 
~Mack <33
~Ross~
Podobno śmierć nie jest taka straszna, ja bałem się jej. Nie chciałem by po mnie przyszła. Pamiętam ten dzień doskonale. Moje rodzeństwo szykowało mi niespodziankę z okazji mojej piętnastki. Wysłali mnie po coś do sklepu,  żebym się nie dowiedział o imprezie.
         Wyszedłem z domu i skierowałem się do najbliższego  marketu. Słońce zniknęło już za linią horyzontu, zapanował półmrok. Mimo dość późnej pory mijałem wiele osób. Niektórzy biegli przed siebie, jakby chcąc oszukać czas, a inni sunęli razem z nim, powoli, bez pośpiechu.
Patrzyłem na ich twarze, uśmiechnięte lub całkiem poważne, inne zmartwione lub roześmiane. Ja natomiast szedłem swoim tempem. Zapomniałem o jego upływie, podobno szczęśliwi czasu nie liczą, byłem szczęśliwy. Miałem kochającą rodzinę, robiłem to co kochałem-Muzykę. Razem z moją szaloną rodzinką założyliśmy zespół. Moja siostra Rydel- z nikim nie byłem tak blisko, za to Rocky- pomimo naszych wojen i tak kochałem go nad życie, Ryland- nie raz dostał w łeb, ale nie zamieniłbym go na żadnego innego, nawet idealnego człowieka, Ratliff- nasz kumpel, zawsze uśmiechnięty. Został jeszcze Riker- mój autorytet, brat, z którego brało przykład wiele osób, pogodny i rozsądny, to on pomagał mi w sprawach sercowych oraz problemach. Cała moja rodzinka, nie zamieniłbym jej na żadną inną...
 W jednej chwili znalazłem się w ciemnej uliczce.  Mocne uderzenie w tył głowy powaliło mnie....
Gdy otworzyłem oczy zauważyłem parę osób.  Wysoki, na oko 25 letni mężczyzna podszedł do mnie. Z impetem rzucił mną o posadzkę. Obrócił mnie w swoją stronę. Plecami dotykałem betonu. Wstałem i z całej siły zamachnąłem się. Uderzyłem go w skroń. Padł na ziemię.... Nie podnosił się ....
~~~
Wyplułem krew, która zgromadziła się w moich ustach. Nie miałem już siły. Byłem cały poobijany, miałem połamane żebra. 
Siedziałem sam w pustym ciemnym pokoju z szarej cegły.
    Dzisiaj jest 29-ty,  czyli dzień moich urodzin. Dokładnie 19-tych. Nigdy nie pomyślałem, że mógłbym umrzeć w ten sam dzień co się urodziłem. Jednak życie jest pełne tajemnic, nie możemy powiedzieć, że nas nie zaskoczy...
   Do pomieszczenia weszło kilka osób, jeden z nich wziął mnie i wrzucił do samochodu. Po co miałem walczyć jeśli i tak śmierć już nade mną czuwała. Z upływem każdej sekundy coraz mniej się jej bałem, zacząłem na nią czekać. Gdy się pojawi i stanie się mym przyjacielem, a nie wrogiem.
      Znaleźliśmy się w dziwnym miejscu. Wyglądał jak las, jednak miał w sobie coś fantastycznego.
- Związać mu ręce- powiedział jeden z nich- I obróćcie go tyłem do nas.
Gdy to uczynił obok mnie pojawiła się postać. Była ubrana w długą czarną szatę. Podartą i starą oraz wypłowiałą. Stanęła obok mnie.
- Nie bój się - szepnęła-  Zaraz będzie dobrze...
Po jej słowach poczułem zimną stal przy skroni,  dźwięk naładowania i ciemność....
† † †

   


piątek, 20 czerwca 2014

Prolog ...

Co się dzieje z nami po śmierci ? Mówi się iż osoby dobre trafiają do Raju, grzesznicy do Piekła. Nie ma możliwości by uniknąć śmierci. Ona czeka na nas przez całe życie, a gdy nasz czas dobiega końca zabiera ze sobą. Podobno grzesznicy uciekają przed nią, boją się jej. Ludzie dobrzy odchodzą z nią ramię w ramię, jak by znali się od wieków. Jeśli chodzi o moją śmierć .... Była przepełniona bólem i cierpieniem, nadeszła niespodziewanie, jak złodziej w nocy. Starałem się być dobrym człowiekiem, wychowałem się w ciepłej, kochającej rodzinie. Miałem czwórkę rodzeństwa oraz najlepszego przyjaciela. 
    Wszystko zmieniło się w dzień moich 19 urodzin...

Powitanie...

Witajcie kochani <3 Założyłam kolejnego bloga :* tym razem o zupełnie innej tematyce :* Już niedługo prolog <33 Od razu podkreślam, że nie założyłam bym tego bloga bez mojej kochanej kuzynki Suzi Bi <33
~Mack <33