Witajcie kochani <33 Już są wakacje ! :D Cieszycie się ? Ja tak, bardzo bardzo się cieszę ! :D Macie tu rozdział :* Do napisania mordki
~~~
Usiadłem na chwilę na plaży, wszyscy byli szczęśliwi. Przyglądałem się im.- Okropny widok nieprawdaż ? Aż się ciepło na sercu robi- ktoś położył dłoń na moim ramieniu.
- Witaj Abaddonie- uśmiechnąłem się.
- Dowiedziałem się, że rozmawiałeś z Gabrielem i Jehudiaszem- strzepał popiół ze swego ramienia- On cię okłamuję, jesteś z nami, jesteś upadły.
- Może Gabriel posiada rację ?
Złapał mnie za szyję i uniósł nad ziemię.
- Demonie ! Plamisz swój honor ! Anioł nigdy nie ma racji !
Zaczęło mi brakować tchu, a przed oczami pojawiły mi się ciemne plamy.
- Wierzę ci na słowo, Abaddonie.
Postawił mnie na ziemi.
- Mój pan, Mefistofeles, ma dla ciebie propozycję- uśmiechnął się szelmowsko.
- Słucham cię.
- Podpiszesz cyrograf, a zwrócimy ci ciało oraz duszę, jednakże dalej będziesz demonem śmierci. O ludzkich uczuciach i myślach.
Wytrzeszczyłem oczy, Abaddon wiedział dokładnie co jest moim najskrytszym pragnieniem.
- Co chcesz w zamian ?
- Nie ma żadnych kruczków czy haczyków, ale jest jeden minus tej umowy- wyciągnął spod płaszcza papier wykonany z popiołu Dusz.
- Mam go podpisać ?
- Tak samo jak tamten- rozwinął go i podał mi sztylet- Mała kropelka krwi, a odzyskasz swoje dawne życie.
Popatrzyłem na niego nieprzekonanym wzrokiem, a on odwrócił sztylet w moją stronę i wbił mi go w brzuch. Odruchowo złapałem się za bolące miejsce, złapał moją dłoń i przyłożył ją do cyrografu.
- Cyrograf został podpisany- jego oczy zapłonęły żywym ogniem piekielnym - Twój czas trwać będzie póki nie osiągniesz lat 19!
Zniknął, a ja zemdlałem....
~~~
- Przepraszam ? Dobrze się czujesz ? - otworzyłem oczy.Nade mną stała śliczna dziewczyna.
- Tak, co się stało ?
- Moja młodsza siostra znalazła cię nieprzytomnego na plaży- uśmiechnęła się i położyła mi zimny okład na czole- Jak masz na imię ?
- Ross- odwzajemniłem uśmiech
- A ja Katie, o mój Boże - położyła dłoń na ustach i wytrzeszczyła oczka.
- Co jest ?
- Jesteś ranny ! - podsunęła do góry moją koszulkę.
Na moim podbrzuszu oraz większej części brzucha znajdowała się rana cięta. Poczułem ból, nawet nie wiecie jak mnie to ucieszyło.
- Czekaj już dzwonię po karetkę !- wyciągnęła z kieszeni telefon.
- Nie, nie trze..- nie dokończyłem bo przed oczyma znów ujrzałem ciemność.
~~~
- Ross, Ross obudź się- ktoś głaskał mnie po policzku.- Co jest ?- otworzyłem powoli oczy.
- Ktoś podobno dźgnął cię czymś ostrym, straciłeś dużo krwi- pocałowała mnie w czoło- Nawet nie wiesz jak się o ciebie bałam.
Zrobiło mi się ciepło na sercu.
" - Nawet nie wiesz jak się o ciebie bałam- przytuliła mnie.
- Rydel, ja tylko spadłem z huśtawki- uśmiechnąłem się- Nic mi nie jest...."
- Ross? Ross ?!
- Tak ? Przepraszam odleciałem- przetarłem oczy.
Uśmiechnęła się i wstała.
- Połóż się spać- pomachała mi- A jak się obudzisz, będę przy tobie obiecuję.
Wyszła z białego pokoju, zostałem sam z mnóstwem urządzeń, zamknąłem oczy i zasnąłęm...
† † †


